Ile jest kolorów na świecie – czy da się policzyć?

Światło widzialne obejmuje tylko fragment tego, co potrafi zarejestrować ludzkie oko. To jednak wystarcza, by pytanie o liczbę kolorów okazało się zaskakująco trudne, bo nie chodzi wyłącznie o farby, nazwy barw czy ekran telefonu, ale o sposób działania wzroku i mózgu. W praktyce nie da się wskazać jednej poprawnej liczby, która zamknęłaby temat raz na zawsze. Da się za to dość precyzyjnie wyjaśnić, skąd biorą się kolory, dlaczego jedni mówią o milionach, a inni o nieskończoności, oraz gdzie kończy się fizyka, a zaczyna percepcja.

Kolor nie jest „rzeczą”, tylko wrażeniem

Na początek warto oddzielić dwie sprawy: światło i odbiór koloru. Światło ma określoną długość fali, ale kolor pojawia się dopiero wtedy, gdy oko odbiera to światło, a mózg interpretuje sygnał. Innymi słowy: w przyrodzie istnieje promieniowanie, natomiast „czerwień”, „błękit” czy „beż” są już efektem działania układu wzrokowego.

To dlatego ten sam przedmiot może wyglądać inaczej w pełnym słońcu, w cieniu i pod żarówką. Fizycznie nadal jest tym samym przedmiotem, ale zmienia się światło, które do niego dociera i które od niego odbija się do oka. Dodatkowo mózg stale „koryguje” obraz, próbując utrzymać wrażenie stałości barw.

Nie istnieje jedna uniwersalna lista wszystkich kolorów, bo kolor nie działa jak zbiór monet do policzenia. To raczej ciągłe spektrum oraz sposób, w jaki człowiek potrafi je rozróżniać.

Ile kolorów widzi człowiek?

Najczęściej pojawia się liczba około 10 milionów rozróżnialnych kolorów. To przybliżenie, nie twardy licznik. Wynika z badań nad czułością ludzkiego wzroku i z tego, jak oko reaguje na zmiany odcienia, nasycenia i jasności.

Ludzkie widzenie opiera się na trzech typach czopków w siatkówce, które reagują na różne zakresy światła. To nie znaczy, że widziane są tylko trzy kolory. Z połączenia sygnałów z tych receptorów powstaje ogromna liczba wrażeń barwnych. Mózg porównuje proporcje pobudzenia i na tej podstawie „składa” obraz koloru.

Trzeba też dodać, że nie każdy widzi tak samo. Część osób ma zaburzenia rozróżniania barw, a część może dostrzegać subtelniejsze przejścia niż przeciętna osoba. W praktyce liczba rozróżnianych kolorów nie jest więc stała nawet w obrębie jednego gatunku.

Skąd bierze się liczba „10 milionów”

To nie jest liczba policzona jak strony w książce. Raczej szacunek oparty na tym, jak małą zmianę barwy przeciętny obserwator jest jeszcze w stanie zauważyć. Jeśli wziąć pod uwagę trzy główne wymiary opisu koloru — odcień, jasność i nasycenie — oraz podzielić je na bardzo drobne stopnie, robi się z tego ogromna kombinacja.

Przykład jest prosty: sam niebieski nie jest jednym kolorem. Między granatem a błękitem znajduje się mnóstwo przejść. Do tego dochodzi różna intensywność i to, czy dana barwa jest bardziej przygaszona, czy bardziej „czysta”. Każda taka zmiana może być osobno zauważalna.

Warto jednak nie traktować tego jak prawdy objawionej. W codziennym widzeniu granice między podobnymi kolorami są płynne. To, co w laboratorium zostanie uznane za dwa różne kolory, w sklepie z farbami albo na ekranie telefonu może wyglądać niemal identycznie.

Dlatego rozsądniej mówić, że człowiek widzi miliony kolorów, a nie konkretnie i dokładnie tyle a tyle. To oddaje skalę bez udawania matematycznej pewności tam, gdzie jej po prostu nie ma.

Czy kolory da się policzyć jak przedmioty?

Jeśli mowa o świetle jako spektrum, sprawa robi się jeszcze ciekawsza. Długości fal światła widzialnego zmieniają się w sposób ciągły, a nie skokowy. To oznacza, że między jedną zielenią a drugą można teoretycznie wskazywać kolejne pośrednie wartości.

Z tego powodu fizycznie nie ma jednej „kratki” z napisem: tu kończy się jeden kolor, a zaczyna następny. Granice nazw są umowne. „Turkus”, „mięta”, „oliwka” czy „burgund” to etykiety, które człowiek nakłada na płynne przejścia.

W sensie ścisłym policzenie wszystkich kolorów byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby wcześniej ustalić sztuczne zasady: jaka minimalna różnica ma liczyć się jako nowy kolor, w jakich warunkach oglądania i dla jakiego obserwatora. Bez takich założeń pytanie „ile jest kolorów?” nie ma jednej liczbowej odpowiedzi.

Dlaczego ekran i farba pokazują co innego

Spora część zamieszania bierze się z tego, że inaczej działa kolor na ekranie, a inaczej kolor w druku czy na ścianie. Ekran emituje światło, a farba je odbija. To dwa różne zjawiska, więc ten sam zapis cyfrowy nie zawsze przełoży się na identyczne wrażenie wzrokowe.

Na ekranach kolory najczęściej buduje się z trzech składowych światła: czerwonej, zielonej i niebieskiej. W druku i pigmentach działa to odwrotnie — część światła jest pochłaniana, a część odbijana. Dlatego pewne bardzo intensywne barwy z ekranu trudno uzyskać tuszem albo farbą.

Dlaczego „ten sam kolor” bywa inny

Nawet jeśli dwa urządzenia pokazują teoretycznie ten sam odcień, efekt może się różnić. Wpływają na to jasność ekranu, rodzaj podświetlenia, ustawienia obrazu i otoczenie. Biały stół pod ciepłym światłem sprawi, że szarość będzie wyglądała inaczej niż ta sama szarość oglądana przy chłodnym świetle dziennym.

W farbach dochodzi jeszcze struktura powierzchni. Mat rozprasza światło inaczej niż połysk. Ta sama barwa na tynku, drewnie i plastiku potrafi dawać trzy różne wrażenia. Dlatego próbnik oglądany w markecie bywa mylący po przeniesieniu do własnego mieszkania.

To ważne także przy pytaniu o liczbę kolorów. Jeśli kolor zależy od medium i warunków obserwacji, to nie da się go liczyć w oderwaniu od kontekstu. Sama nazwa albo kod nie zamyka tematu.

W praktyce oznacza to tyle, że „policzalne” są systemy zapisu koloru, a nie cała rzeczywistość barwna.

Nazw kolorów jest mało, odcieni bardzo dużo

W języku używa się stosunkowo niewielkiej liczby podstawowych nazw. To wygodne, ale trochę mylące. Między „niebieskim” a „zielonym” albo między „czerwonym” a „brązowym” mieszczą się tysiące odcieni, których na co dzień po prostu się nie nazywa.

W dodatku różne kultury i języki dzielą barwy inaczej. To, co w jednym języku będzie osobną kategorią, w innym może zostać uznane za odmianę tej samej barwy. Oko widzi podobnie, ale język tnie spektrum na różne kawałki.

  • Nazwa koloru to etykieta językowa.
  • Odcień to konkretne położenie w spektrum lub modelu barw.
  • Percepcja to to, jak dany odcień naprawdę zostanie odebrany przez człowieka.

To rozróżnienie porządkuje temat. Gdy ktoś pyta, ile jest kolorów, często ma na myśli tak naprawdę jedną z trzech różnych rzeczy: nazw, technicznych wariantów zapisu albo rozróżnialnych wrażeń wzrokowych.

Czy da się stworzyć zamkniętą paletę wszystkich kolorów?

Da się stworzyć bardzo rozbudowane systemy porządkowania kolorów, ale nie da się nimi objąć całej rzeczywistości w sposób ostateczny. Każda paleta jest kompromisem między dokładnością a użytecznością. Im więcej pól, tym większa precyzja, ale też mniejsza wygoda.

W zastosowaniach praktycznych wystarcza zwykle ograniczony zbiór. Projektant, drukarz, lakiernik czy producent tkanin nie potrzebuje „wszystkich” kolorów świata, tylko stabilnego systemu, który pozwala powtarzalnie odtworzyć konkretny efekt. To zupełnie inne zadanie niż filozoficzne pytanie o całe spektrum.

Kolory można porządkować, kodować i grupować, ale nie da się ich ostatecznie zamknąć w jednej kompletnej szufladzie. Zawsze zostanie kwestia percepcji, światła i płynnych przejść między odcieniami.

Najkrótsza odpowiedź: tak i nie

Jeśli chodzi o nazwane kolory, można je policzyć w obrębie konkretnego słownika lub wzornika. Jeśli chodzi o kolory możliwe do wyświetlenia przez dane urządzenie, też da się podać liczbę, bo wynika ona z technicznej rozdzielczości zapisu. Ale jeśli pytanie dotyczy wszystkich kolorów, jakie istnieją w świecie i jakie może odebrać człowiek, sprawa nie zamyka się jedną cyfrą.

  1. Światło widzialne tworzy ciągłe spektrum.
  2. Ludzkie oko rozróżnia prawdopodobnie około milionów barw, często szacowanych na 10 milionów.
  3. Nazwy kolorów obejmują tylko mały fragment tego bogactwa.
  4. To, co widziane, zależy od światła, materiału i obserwatora.

Dlatego najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie da się policzyć wszystkich kolorów w prosty, ostateczny sposób, ale da się zrozumieć, skąd bierze się ich ogrom i dlaczego temat nie kończy się na pudełku kredek. Im bliżej przyjrzeć się barwom, tym wyraźniej widać, że liczby są tu tylko przybliżeniem, a resztę dopowiada ludzki wzrok.